Czy średniowieczni mnisi łamali prawa autorskie?
wp.pl | dodano: 2012-02-01 (09:57) 3 opinii
(fot. Eastnews / SPL)
A
A
A
Jak nauczyło nas doświadczenie ostatnich dni, piratowanie, kopiowanie i łamanie praw autorskich to sprawy wcale nie proste, ani tym bardziej – nie jednoznaczne. Nie wiadomo, gdzie tak naprawdę kończy się, a gdzie zaczyna krzywdzące wykorzystywanie autora tekstu, melodii, czy obrazu. Co dzieje się z tymi, którzy chcą, by muzykę ich ściągać z sieci, tymi, którzy chcą upubliczniać swoje dzieła. Nie wiadomo w końcu, gdzie leży granica między upowszechnianiem a piractwem. W tym właśnie kontekście zastanawiamy się, czy przepisujący księgi średniowieczni mnisi przypadkiem nie łamali praw autorskich należnych Owidiuszowi…
Jak wiadomo, w klasztorach kopiowano przede wszystkim księgi religijne i pisma autorów średniowiecznych, ale także prawie wszystkie znane nam dziś teksty pisarzy antycznych. Dzięki żmudnej robocie, szczególnie benedyktynów (od VI w.) i cystersów (od XII w.), teksty starożytne dotrwały do naszych czasów.
Kiedy dziś kserujemy i bindujemy książkę, jest to w zasadzie sprzeczne z prawem. W średniowiecznych skryptoriach zaś zarówno „kserowano” (ręcznie), jak i „bindowano”. Najpierw drewniane tabliczki (materiał pisarski jeszcze ze starożytnego Rzymu) łączono ze sobą, przeciągając rzemień lub metalowe pierścienie przez dziurki zrobione na ich brzegach, tak że przypominały one dzisiejszą bindowaną książkę. Po wynalezieniu pergaminu zaczęto jego karty przełamywać na połowę, wkładać jedną w drugą, a następnie szyć jak zeszyt: nicią w miejscu złamania.
Pisarz siedział przy skośnym pulpicie, a obok pergaminu trzymał wzór tekstu do kopiowania. Czasem, w piśmie dokumentowym, umieszczał wiele zbędnych ozdobników w celu utrudnienia ewentualnego fałszerstwa pisma. Jednak dotyczyło to tylko dokumentów. Inne księgi miały być skopiowane starannie. Znana z kilku rękopisów jest sentencja dotycząca głównie nowicjuszy przepisywania ksiąg, która brzmiała: „jeśli dobrze nie napiszesz, napiszę ci na plecach rózgami”. Za niestaranne kopiowanie czekała bowiem kara.
Ci, którzy walczą z piractwem w sieci, walczą głównie z upowszechnianiem ściągniętych plików innym użytkownikom. Mnisi jednak też upowszechniali: klasztory nie zamykały w piwnicach swoich cennych ksiąg, wręcz przeciwnie – organizowały prężne pracownie pisarskie czyli skryptoria, a także prowadziły miedzy sobą wymianę rękopisów do kopiowania.
Ponadto już w średniowieczu istniały komentarze, które, jak widać, nie są wymysłem internetowych portali. Stosowano uwagi na marginesach, poza podaniem autora i tytułu dzieła, dodawano nieraz imię kopisty, datę przepisania, a nawet coś osobistego od siebie. Żartowanie albo upublicznione uskarżanie się na swój los zdarzało się i w średniowieczu. Jeden z kopistów, Mikołaj z Cieszyna, zakończył przepisywany kodeks stwierdzeniem: „dobrze jest, gdy kopiści piją dobre wino”. Niejaki Raul skarżył się natomiast: „Uważajcie na swoje palce! Nie dotykajcie nimi mojego pisma! Nie wiecie, co to znaczy pisać! Jest to straszliwa harówka: zgina wam grzbiet, przyćmiewa wzrok, powoduje ból w żołądku i w żebrach... Módlcie się za biednego Raula”.
Jak wiadomo, w klasztorach kopiowano przede wszystkim księgi religijne i pisma autorów średniowiecznych, ale także prawie wszystkie znane nam dziś teksty pisarzy antycznych. Dzięki żmudnej robocie, szczególnie benedyktynów (od VI w.) i cystersów (od XII w.), teksty starożytne dotrwały do naszych czasów.
Kiedy dziś kserujemy i bindujemy książkę, jest to w zasadzie sprzeczne z prawem. W średniowiecznych skryptoriach zaś zarówno „kserowano” (ręcznie), jak i „bindowano”. Najpierw drewniane tabliczki (materiał pisarski jeszcze ze starożytnego Rzymu) łączono ze sobą, przeciągając rzemień lub metalowe pierścienie przez dziurki zrobione na ich brzegach, tak że przypominały one dzisiejszą bindowaną książkę. Po wynalezieniu pergaminu zaczęto jego karty przełamywać na połowę, wkładać jedną w drugą, a następnie szyć jak zeszyt: nicią w miejscu złamania.
Pisarz siedział przy skośnym pulpicie, a obok pergaminu trzymał wzór tekstu do kopiowania. Czasem, w piśmie dokumentowym, umieszczał wiele zbędnych ozdobników w celu utrudnienia ewentualnego fałszerstwa pisma. Jednak dotyczyło to tylko dokumentów. Inne księgi miały być skopiowane starannie. Znana z kilku rękopisów jest sentencja dotycząca głównie nowicjuszy przepisywania ksiąg, która brzmiała: „jeśli dobrze nie napiszesz, napiszę ci na plecach rózgami”. Za niestaranne kopiowanie czekała bowiem kara.
Ci, którzy walczą z piractwem w sieci, walczą głównie z upowszechnianiem ściągniętych plików innym użytkownikom. Mnisi jednak też upowszechniali: klasztory nie zamykały w piwnicach swoich cennych ksiąg, wręcz przeciwnie – organizowały prężne pracownie pisarskie czyli skryptoria, a także prowadziły miedzy sobą wymianę rękopisów do kopiowania.
Ponadto już w średniowieczu istniały komentarze, które, jak widać, nie są wymysłem internetowych portali. Stosowano uwagi na marginesach, poza podaniem autora i tytułu dzieła, dodawano nieraz imię kopisty, datę przepisania, a nawet coś osobistego od siebie. Żartowanie albo upublicznione uskarżanie się na swój los zdarzało się i w średniowieczu. Jeden z kopistów, Mikołaj z Cieszyna, zakończył przepisywany kodeks stwierdzeniem: „dobrze jest, gdy kopiści piją dobre wino”. Niejaki Raul skarżył się natomiast: „Uważajcie na swoje palce! Nie dotykajcie nimi mojego pisma! Nie wiecie, co to znaczy pisać! Jest to straszliwa harówka: zgina wam grzbiet, przyćmiewa wzrok, powoduje ból w żołądku i w żebrach... Módlcie się za biednego Raula”.












Święci szaleńcy, oszuści i złodzieje
"Sąd Ostateczny" najbardziej tajemniczy obraz ...
Zawód kat
Tragiczne historie miłosne
Upiecz sobie kurczaka po jaskiniowemu!
Niepokorne mniszki, zbuntowane zakonnice 