Wyścigi rydwanów jak antyczna Formuła 1
wp.pl | dodano: 2011-02-04 (10:27) 0 opinii
(fot. Eastnews / SPL)
A
A
A
„Kibice”, „pseudokibice”, „kluby sportowe”, „zakłady”… Wszystkie te pojęcia nikomu raczej nie kojarzą się ze starożytnością. A jednak – sport w niektórych starożytnych cywilizacjach cieszył się nie tylko ogromnym zainteresowaniem, lecz przysparzał również wiele problemów dobrze znanych nam ze współczesności.
Oczywiście nie wszystkie dyscypliny sportu są i były sobie równe. Niektóre wzbudzają więcej emocji, inne mniej, jedne stanowią wydarzenie raczej masowe, inne przeznaczone są dla koneserów. Społecznie problematyczne bywają na ogół te pierwsze.
W starożytności, konkretniej w Starożytnym Rzymie, najpopularniejszą dziedziną sportu były wyścigi rydwanów. Wyścigi odbywały się w specjalnej budowli zwanej "circus", w której zaprzęgi konne pędziły po bieżni usypanej piaskiem. Standardowy dystans wynosił około 4000 metrów. Rydwany zaprzęgnięte były najczęściej w dwa albo cztery konie. Pojazdy – podobnie jak dzisiaj stroje skoczków narciarskich – były wciąż udoskonalane. Musiały być na tyle lekkie, by osiągnąć największą prędkość, na tyle zwrotne, by bez trudu wyprzedzić przeciwnika, jednak na tyle ciężkie, aby w pędzie nie było zbyt łatwo je wywrócić.
Najlepsi woźnice byli w Rzymie gwiazdami. Kochały się w nich kobiety i podziwiali mężczyźni, często też stawiano im – jeszcze za życia – pomniki. W parze z podziwem stała zaś, tak jak dziś, fortuna. Niejaki Gajusz Appulejusz Diokles zarobił na wyścigach ponad 35 milionów sestercji. Amerykańscy badacze z University of Chicago obliczyli, że w porównaniu z zarobkami rzymskich żołnierzy, można przyjąć, że suma ta odpowiadała dzisiejszym 15 miliardom dolarów! Za taką kwotę zapewniona mogła zostać roczna dostawa zboża do całego Rzymu!
Oczywiście nie każdy woźnica odnosił taki sukces, jak Diokles. On zawdzięczał swe bogactwo wygraną w niebagatelnej ilości wyścigów – około półtora tysiąca. Przypuszczalnie, gdyby skoczek narciarski stawał 1500 razy na najwyższym stopniu podium, również pozwolić mógłby sobie na życie miliardera.
Poza niebezpieczeństwem, jakie wiązało się z wyścigami rozpędzonych wozów (rydwany niejednokrotnie wpadały na siebie z tragicznym dla woźnicy i koni skutkiem), sielankowy obraz lubujących się w wyścigach Rzymian psują także… kibice. Kibice, a raczej chuligani, których dziś określilibyśmy mianem „pseudokibiców”, doprowadzali często do krwawych starć między zwolennikami różnych klubów.
Oczywiście nie wszystkie dyscypliny sportu są i były sobie równe. Niektóre wzbudzają więcej emocji, inne mniej, jedne stanowią wydarzenie raczej masowe, inne przeznaczone są dla koneserów. Społecznie problematyczne bywają na ogół te pierwsze.
W starożytności, konkretniej w Starożytnym Rzymie, najpopularniejszą dziedziną sportu były wyścigi rydwanów. Wyścigi odbywały się w specjalnej budowli zwanej "circus", w której zaprzęgi konne pędziły po bieżni usypanej piaskiem. Standardowy dystans wynosił około 4000 metrów. Rydwany zaprzęgnięte były najczęściej w dwa albo cztery konie. Pojazdy – podobnie jak dzisiaj stroje skoczków narciarskich – były wciąż udoskonalane. Musiały być na tyle lekkie, by osiągnąć największą prędkość, na tyle zwrotne, by bez trudu wyprzedzić przeciwnika, jednak na tyle ciężkie, aby w pędzie nie było zbyt łatwo je wywrócić.
Najlepsi woźnice byli w Rzymie gwiazdami. Kochały się w nich kobiety i podziwiali mężczyźni, często też stawiano im – jeszcze za życia – pomniki. W parze z podziwem stała zaś, tak jak dziś, fortuna. Niejaki Gajusz Appulejusz Diokles zarobił na wyścigach ponad 35 milionów sestercji. Amerykańscy badacze z University of Chicago obliczyli, że w porównaniu z zarobkami rzymskich żołnierzy, można przyjąć, że suma ta odpowiadała dzisiejszym 15 miliardom dolarów! Za taką kwotę zapewniona mogła zostać roczna dostawa zboża do całego Rzymu!
Oczywiście nie każdy woźnica odnosił taki sukces, jak Diokles. On zawdzięczał swe bogactwo wygraną w niebagatelnej ilości wyścigów – około półtora tysiąca. Przypuszczalnie, gdyby skoczek narciarski stawał 1500 razy na najwyższym stopniu podium, również pozwolić mógłby sobie na życie miliardera.
Poza niebezpieczeństwem, jakie wiązało się z wyścigami rozpędzonych wozów (rydwany niejednokrotnie wpadały na siebie z tragicznym dla woźnicy i koni skutkiem), sielankowy obraz lubujących się w wyścigach Rzymian psują także… kibice. Kibice, a raczej chuligani, których dziś określilibyśmy mianem „pseudokibiców”, doprowadzali często do krwawych starć między zwolennikami różnych klubów.











Cmentarzysko gladiatorów
Szaleniec na tronie Imperium Rzymskiego
Starożytna proteza
Zmiany klimatu wywołują wojny
Fidel Castro jak James Bond?
Tajemnice papieskiej alkowy 