Religię i politykę mamy w genach
wp.pl | dodano: 2011-01-14 (14:43) 3 opinii
(fot. wikipedia)
A
A
A
Gdy w 2003 roku ukończono prace nad Projektem Poznania Ludzkiego Genomu (ang. Human Genome Project, HGP) pojawiły się nadzieje na wyjaśnienie działania wielu genów. Naukowcy wciąż jednak zaznaczają, jak ważne są czynniki środowiskowe w kształtowaniu organizmu i że genetyka, choć bardzo istotna, schodzi na dalszy plan szczególnie w takich aspektach ludzkiego życia jak wyznawane wartości, opinie, poglądy polityczne. Niektóre badania wskazują jednak na zupełnie inny fakt – to właśnie obraz genetyczny każdego z nas w dużej mierze determinuje poglądy polityczne, które reprezentujemy oraz fakt, czy wierzymy we wszechmogącego stwórcę, czy pozostajemy ateistami.
Gen poglądów politycznych
Przeanalizujmy jak żyli nasi przodkowie – zamknięci w jaskiniach, w otoczeniu pełnym zagrożeń i niebezpieczeństw. W takich warunkach korzystniej było być czujnym i podejrzliwym, niechętnym do podejmowania ryzyka i wprowadzania w życie zmian. To, co zostało ustalone przez plemię i co zdawało egzamin, wydawało się jedyną słuszną drogą dla każdego z członków społeczności. Takie zachowanie leży u podstaw dzisiejszego konserwatyzmu. Dopiero w miarę, jak rozwijały się cywilizacje, ludzie stawali się coraz bardziej otwarci na innych oraz chętni do próbowania nowości. To z kolei zrodziło liberalizm. Dodatkowo, zrodziło również odwieczny konflikt między wyznawcami tych dwóch skrajnych poglądów.
Liberalizm nie pojawił się jednak nagle. Genetycznie rzecz ujmując, najprawdopodobniej już od tysiącleci istnieli wśród nas tacy, którzy byli bardziej otwarci na zmiany i bardziej skłonni do podejmowania ryzyka. Tyle, że ich zapał często był tłumiony przez racjonalnych konserwatystów. Historycy tłumaczą, że sytuacja zaczęła się zmieniać około 3 tys.lat temu. W tym czasie, kiedy powoli rozwijał się handel, religia oraz komunikacja na szerszą skalę, ludzie zaczęli sobie ufać. To spowodowało zmianę postawy wielu ludzi na bardziej otwartą i skłonną do współpracy. Ludzie ryzykowali, ale udane transakcje, układy i umowy zachęcały ich do ryzykowania. Tak zrodzili się liberałowie, dzięki którym świat szedł naprzód. Jednocześnie, dzięki wrodzonemu, konserwatywnemu sposobowi myślenia, zachowywaliśmy zdrowy rozsądek i bezpieczeństwo.
Gdzie jest w tym wszystkim miejsce na działanie genów? U konserwatystów i tych, którzy są niechętni zmianom, stres i napięcie wywołane koniecznością podjęcia decyzji powodują wydzielanie się w dwóch neuroprzekaźników – serotoniny i noradrenaliny. Wędrują one do jądra półleżącego, rejonu mózgu, który stanowi główny system motywujący zachowanie człowieka. Serotonina i noradrenalina to neurotransmitery, których działanie wywołuje pojawienie się poczucia lęku, strachu, a nawet gniewu w odpowiedzi na niektóre bodźce. U tych ludzi, których receptory są bardziej czułe na choćby minimalne ich ilości, pojawia się silniejsze uczucie wstrętu i strachu w stosunku do nowych rzeczy czy zmian, które stają na ich drodze. To tłumaczy, dlaczego niektórzy spośród nas są tak silnymi konserwatystami. Nie jest to już tylko uparte „widzimisię”, lecz po prostu biologia.
Gen poglądów politycznych
Przeanalizujmy jak żyli nasi przodkowie – zamknięci w jaskiniach, w otoczeniu pełnym zagrożeń i niebezpieczeństw. W takich warunkach korzystniej było być czujnym i podejrzliwym, niechętnym do podejmowania ryzyka i wprowadzania w życie zmian. To, co zostało ustalone przez plemię i co zdawało egzamin, wydawało się jedyną słuszną drogą dla każdego z członków społeczności. Takie zachowanie leży u podstaw dzisiejszego konserwatyzmu. Dopiero w miarę, jak rozwijały się cywilizacje, ludzie stawali się coraz bardziej otwarci na innych oraz chętni do próbowania nowości. To z kolei zrodziło liberalizm. Dodatkowo, zrodziło również odwieczny konflikt między wyznawcami tych dwóch skrajnych poglądów.
Liberalizm nie pojawił się jednak nagle. Genetycznie rzecz ujmując, najprawdopodobniej już od tysiącleci istnieli wśród nas tacy, którzy byli bardziej otwarci na zmiany i bardziej skłonni do podejmowania ryzyka. Tyle, że ich zapał często był tłumiony przez racjonalnych konserwatystów. Historycy tłumaczą, że sytuacja zaczęła się zmieniać około 3 tys.lat temu. W tym czasie, kiedy powoli rozwijał się handel, religia oraz komunikacja na szerszą skalę, ludzie zaczęli sobie ufać. To spowodowało zmianę postawy wielu ludzi na bardziej otwartą i skłonną do współpracy. Ludzie ryzykowali, ale udane transakcje, układy i umowy zachęcały ich do ryzykowania. Tak zrodzili się liberałowie, dzięki którym świat szedł naprzód. Jednocześnie, dzięki wrodzonemu, konserwatywnemu sposobowi myślenia, zachowywaliśmy zdrowy rozsądek i bezpieczeństwo.
Gdzie jest w tym wszystkim miejsce na działanie genów? U konserwatystów i tych, którzy są niechętni zmianom, stres i napięcie wywołane koniecznością podjęcia decyzji powodują wydzielanie się w dwóch neuroprzekaźników – serotoniny i noradrenaliny. Wędrują one do jądra półleżącego, rejonu mózgu, który stanowi główny system motywujący zachowanie człowieka. Serotonina i noradrenalina to neurotransmitery, których działanie wywołuje pojawienie się poczucia lęku, strachu, a nawet gniewu w odpowiedzi na niektóre bodźce. U tych ludzi, których receptory są bardziej czułe na choćby minimalne ich ilości, pojawia się silniejsze uczucie wstrętu i strachu w stosunku do nowych rzeczy czy zmian, które stają na ich drodze. To tłumaczy, dlaczego niektórzy spośród nas są tak silnymi konserwatystami. Nie jest to już tylko uparte „widzimisię”, lecz po prostu biologia.










Im wolniej chodzisz, tym szybciej umrzesz
Czy naukowcy bawią się w Boga?
Wiersz zakodowany w DNA
Szczęście mamy w genach
Dlaczego bliźniacy wcale nie są tacy sami?
Czy nauka i religia mogą iść w parze? 