Średniowieczni rycerze cierpieli na zespół stresu pourazowego
wp.pl | dodano: 2012-01-23 (10:47) 6 opinii
(fot. Thinkstockphotos)
A
A
A
Psychologowie wieku XX, którzy pracowali (lub pracują) z byłymi żołnierzami, często stwierdzają u nich chorobę o nazwie PTSD: zespół stresu pourazowego. Polega on na tym, że na skutek traumatycznych przeżyć połączonych z długotrwałym, ekstremalnie silnym stresem, pojawia się u niektórych tzw. przedłużona reakcja. Po upływie pewnego czasu dzielącego człowieka od traumatycznego przeżycia (mogą być to dni, tygodnie lub miesiące), zaczyna ono powracać na nowo. Objawia się to koszmarami sennymi i „atakującymi”, konkretnymi wspomnieniami, ale również innymi zaburzeniami: nadpobudliwością, wycofaniem społecznym, złudzeniami, ciągłym niepokojem, poczuciem wyobcowania, a nawet trwałą zmianą osobowości.
Od czasów I wojny światowej, zwłaszcza na Zachodzie, często opisywano traumatyczne przeżycia wojenne. W późniejszych wojnach zwracanie uwagi na „ludzki pierwiastek żołnierza” było już powszechne, co widać we wspomnieniach, w literaturze, lub w działaniach praktycznych: dziś żołnierze mają na ogół zapewniony dostęp do opieki psychologa.
Wciąż jednak, gdy myślimy o średniowiecznych rycerzach, myślimy o nich na ogół jak o cyborgach. Wyobrażenia dostarczają nam zachowane opisy silnych, mężnych, nieznających strachu mężczyzn, którzy nie tylko doskonale władają mieczem, ale są wierni swojemu królowi i – w razie czego – oddanie życia za władcę nie stanowi większego problemu. Znamienny jest chociażby opis z francuskiej „Pieśni o Rolandzie”: „Przez wąwozy hiszpańskie jedzie Roland na Wejlantyfie, swym rączym rumaku. Przybrał się w zbroję, która go pięknie zdobi (…). Szlachetne jest jego ciało, twarz jasna i roześmiana”. Trudno powiedzieć, dlaczego Rolandowi miałoby być do śmiechu, skoro – w innym fragmencie – czytamy: „Gdybyście mogli wiedzieć, jak on wali trupa na trupa (…). Pędzi waleczny rycerz i wali go co sił po hełmie. Rozcina mu głowę i pancerz, i tułów, i piękne siodło wysadzane kamieniami, i koniowi nadcina głęboko krzyże”.
Trudno uwierzyć oczywiście w taką wersję wydarzeń... A przecież głównie tego typu retoryka dominowała w średniowiecznych tekstach. Wyjątkiem mogą być – na co zwrócili uwagę mediewiści zainteresowani problemem zespołu pourazowego wśród europejskiego rycerstwa – teksty niejakiego Geoffroy`a de Charny, rycerza francuskiego, który był też doradcą angielskiego władcy Jana II. Charny, w dwóch swoich dziełach, prowadził swoistą kronikę, która okazała się niezwykle przydatna dla badaczy. „The Book of Chivalry” („Księstwa rycerstwa”) oraz „Questions Concerning the Joust, Tournaments and War” („Pytania o potyczki, turnieje i wojny”) rejestrują zachowania rycerzy, które zdają się Charny`ego niepokoić.
Polecamy również:
Największa rzeź w imię Chrystusa!







Dla nich wojna nigdy się nie skończyła
Kobiety - żołnierze podczas II wojny ...
Wychowani, by ginąć i zabijać
Upiecz sobie kurczaka po jaskiniowemu!
Makabryczne władczynie
Jak i kiedy nauczyliśmy się zabijać? 


